Obudziłam się w nieznanym mi świecie, w którym słyszałam dziwne dźwięki dochodzące z głębi tego okropnego miejsca. Nie wiedziałam co mam robić. Uciekać, a może płakać i oczekiwać na pomoc, która nigdy nie nastąpi? Wzięłam się w garść i wyruszyłam. Przez połowę drogi było w porządku, ale później ujrzałam zmieniający się świat. Nagle pojawił się cuchnący smród. Myślałam, że to mój koniec, ale całe szczęście, że zauważyłam jaskinię. Kto wie, może bym umarła? Coś by mnie dopadło i zjadło moje biedne, zmarznięte ciało. Usłyszałam szepty. Wołały mnie. Wszędzie tylko "Jessico chodź z nami". Miałam dość. Postanowiłam uciekać. Uciekałam przez pół lasu, aż... znalazłam się w budynku. Naprzeciw mnie stała szyba, przez którą mogłabym godzinami patrzeć z niedowierzaniem. To był mój dom. Obok mnie leżał mały, złoty zegarek z napisem "tempus". Schowałam go do mojej kieszeni, kiedy z drzwi wyłaniała się machająca do mnie ręka. Nie wiedziałam, czy powinnam tam iść, a może zostać w bezpiecznym miejscu. No, w końcu to ja, więc poszłam do niej. Ręka mnie złapała i trzęsła moim ciałem jak szalona. Podarła moją koszulkę. Przewróciłam się i próbowałam wstać, ale trzymała mnie za buta. Kopnęłam ją i zaczęłam uciekać, ale z podłogi również zaczęły wychodzić ręce. Zostałam złapana, dusiły mnie. Próbowałam uciekać, ale nic z tego. Wzięłam w rękę zegarek i czekałam, ale on się złamał. Obudziłam się w swoim łóżku. Nie wiedziałam, czy to był tylko sen, ponieważ na mojej szyi były znamiona. Odruchowo spojrzałam na zegar. Na szczęście była 7:35, także miałam jeszcze czas, żeby pójść do szkoły. Wstałam z łóżka i zauważyłam część zegarka. Było na nim napisane "Vos tempus". Nagle do pokoju weszła mama śpiesząc mnie do szkoły, bo dochodziła 7:40. Umyłam się i ubrałam, po czym wyszłam na dwór. W drodze do szkoły ciągle myślałam o tym, co się wydarzyło. Może zostałam wybranką albo coś chce mnie ostrzec przed niebezpieczeństwem? Po lekcjach szłam z moją przyjaciółką Nataszą. Opowiedziałam jej o wszystkim, jednak nie wiedziała, czy mi wierzyć. Nigdy jej nie oszukałam, także to był mój pierwszy dowód, żeby mi uwierzyła. Potem chciałam pokazać część zegarka, ale nie było jej. Przeszukałam wszystkie kieszenie i ani śladu po nim. Zdenerwowana machałam rękami, prawie się przewróciłam. Nie dotknęłam lampy ulicznej, bo była za daleko. Nagle wszystko zaczęło się cofać, cały czas. Nagle się zatrzymał. Moja przyjaciółka spytała się mnie, co miałam jej do powiedzenia. Odparłam, że nic. Co się ze mną dzieje?